
BIEGACZE
24.03.2015. Nurt Off PPA Wrocław
Scenariusz, reżyseria KAMILA MICHALAK
Muzyka NIKOLET BURZYŃSKA
kier. Muzyczne LILIANNA KRYCH
scenografia, kostiumy KAROLINA FANDREJEWSKA
choreografia ALISA MAKARENKO
obsada:
SŁAWOMIR GŁAZEK
KACPER MATULA
KAMIL PRZYSTAŁ
MARTA KURZAK
ALEKSANDRA KLIMCZAK (sopran)
PIOTR HALICKI (baryton)
ŁUKASZ LAMLA (tenor)
chór:
JADWIGA NIEBELSKA
MAŁGORZATA BARTKOWASKA
NATALIA OŁÓW
JUSTYNA OŁÓW
MARTYNA PIWOŃSKA
Książka, z której pochodzi temat to: "Urodzeni biegacze" Christopher McDougall.
Tarahumara - to nazwa plemienia żyjącego gdzieś w meksykańskim kanionie odciętym od świata, niedostępnym, dzikim. Są oni znani jako "biegnący ludzie". Podstawą ich kultury jest właśnie bieganie. Według niektórych teorii, człowiek zawdzięcza swoją ewolucję możliwości długotrwałego biegu. Tarahumara o tym "nie zapomnieli". Nie tylko do tej pory uprawiają myślistwo pasywne - zabiegują zwierzynę na śmierć (po prostu za nią biegną dopóki nie padnie z wycięczenia, co może trwać dwie doby), ale też biegają, bo to ich styl życia. Do tego są najszybsi na świecie. Udowodnili to startując w ultramaratonach na 160-200 km. (namawiani przez białych). Ostatni taki wyścig z udziałem najlepszych na świecie ultramaratonistów odbył się na ich terenie. Wygrali. Lecz biegają nie po to, żeby się ścigać, wygrywać itd. W ich bieganiu chodzi o współistnienie w dobroci i miłości. Jakkolwiek to brzmi. Samą swoją postawą mocno weryfikują utarte stereotypy o prawdziwym biegaczu/sportowcu. Ich dieta jest złożona praktycznie z samej kukurydzy czasem z kawałkami pieczonej myszy popijanej piwem własnej roboty w dużych ilościach. Ich obuwie to sandały - cienkie podeszwy na rzemykach. Ich ubranie to długie peleryny powiewające na wietrze. Nie wyglądają jak sportowcy, nie żyją jak sportowcy. Bieganie to dla nich norma, przyjemność i skuteczna broń, a przede wszystkim forma spędzania czasu we wspólnocie. Doskonale wiedzą oni, że "poza najdalej wysuniętym bastionem bólu i zmęczenia odkryjemy pokłady mocy i ukojenia, o jakie siebie samych nie podejrzewaliśmy; źródła obfite i nienapoczęte, ponieważ nigdy wcześniej się do nich nie przebiliśmy". Jak przetrwasz próbę wytrzymałości, to dojdziesz do etapu kiedy możesz biec bez końca, biec wraz z ruchem ziemi. Być tu i teraz najpełniej.
Myśl tę można przełożyć na wszystkie dziedziny życia. A bieg ich sam w sobie potraktować jak metaforę życia. Stąd pomysł, żeby spektakl miał formę takiego biegu. Zbieranina ludzi różnych, nikt z nich nie wygląda na sportowca. Zaczyna się wesołym spotkaniem, biesiadą, muzyką inspirowaną folklorem meksykańskim, tańcem - taki start radosny w wydaniu Tarahumara. Wybiegli. Potem na scenie widzimy jak każdy zmaga się z jakimś problemem. Oczywiście wszystko jakby w ramach radzenia sobie ze szlakiem, a jednak uniwersalnie. Na koniec meta, dobiegli. Zowu pieśń niosąca mądrość.
Jest więc kilka posatci biorących udział w biegu i próbujących przedostać się do tych "źródeł szczęśliwości" i jest chór, który już tam jest i z tej perspektywy komentuje wszystkie sytuacje. Formą wyrazu dla opisania tego "stanu łączności z prajednią" jest śpiew operowy.
![]() | ![]() | ![]() |
|---|---|---|
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() | ![]() |
![]() | ![]() |














